Back in black – zmiana w Texterze po latach

No i stało się – nadeszła zmiana w Texterze. Nie mogłem się jej doczekać, bo była planowana od dawna. Wszystko dopięte na ostatni guzik, odliczanie tygodni i dni, aż wreszcie nadszedł 1 czerwca 2022 roku.

I co się stało? Ano to, że Texter po latach stał się samodzielną firmą. To dla mnie z jednej strony wydarzenie radosne, z drugiej strony do pewnego stopnia smutne, albowiem oznacza początek ostatniego już okresu w mojej karierze zawodowej.

No ale jak to było?

Było tak, że kiedyś, dawno temu, Texter powstał jako moja „druga noga”. Prowadziłem wtedy firmę działającą w zupełnie innej branży. Przez lata szło jej nawet jako tako, ale z czasem było coraz gorzej. Podstawowa działalność nie przynosiła już zysków niezbędnych do zapewnienia mi utrzymania, więc – nawet trochę wbrew sobie – pozwoliłem historii zatoczyć koło i wróciłem do tego, czym zajmowałem się praktycznie od 18. roku życia, czyli do pracy ze słowem pisanym.

Texter działał zatem pod skrzydłami firmy, choć nie stanowił o jej profilu. A firmę koncertowo rozłożyłem na łopatki, nie mając pojęcia ani o prowadzeniu mikrobiznesu, ani o finansach. Płacenie ZUS-u stało się obciążeniem ponad miarę. Kredyty się skończyły, a ja nawet nie miałem świadomości, jak dużym i jak długo będą obciążeniem.

Pięć lat i jeden dzień temu firmę zamknąłem. Schowałem się w inkubatorze przedsiębiorczości, którego niezaprzeczalną zaletą jest brak obowiązku odprowadzania składek do ZUS. I wziąłem się na serio do pracy pod marką Texter.pl, ale nie tylko.

Ucz się, ucz, człowieku…

Na naukę podobno nigdy nie jest za późno, więc starannie analizowałem popełnione błędy, którymi pogrążyłem firmę, a siebie w kredytach. Los mi sprzyjał, a wspierały go chude lata: nie dość, że musiałem, to wręcz chciałem nauczyć się zarządzania pieniędzmi tak, by nie kończyć kolejnych miesięcy z czerwonymi liczbami w arkuszu kalkulacyjnym. Prowadziłem nawet blog finansowy. Uczyłem się różnych rzeczy i planowałem powrót na rynek znów jako mikrobiznes.

Prawodawca ustalił jednak, że jeśli ktoś powraca i chce skorzystać z dobrodziejstw tzw. ulgi na start, a potem małego ZUS-u, to musi odczekać pięć pełnych lat. No i czekałem – aż do dziś, bo wczoraj pięć lat minęło. Nie zmarnowałem ich. Nauczyłem się wielu rzeczy dotyczących mikrobiznesu i finansów.

Kalkulator

Teraz bez VAT!

Wiele przemyśleń poświęciłem, rzecz jasna, formie opodatkowania i VAT-owi. Na początek wybrałem ryczałt, a na stałe – zwolnienie z VAT. To zmiana istotna dla osób prywatnych korzystających z moich usług: teraz będzie taniej o te 23 procent. Dla firm jest to zmiana bez znaczenia, choć wiem, że są i takie, które nie uznają niepłacenia VAT, ale trudno.

Kilka kroków przed rejestracją

Starannie wybrałem:

  • biuro wirtualne – bo nie chcę, żeby mój prywatny adres krążył po Internecie;
  • bank;
  • firmę, której powierzę księgowość;
  • firmę, której powierzę obsługę płatności on-line.

Poczyniłem też parę innych przygotowań. Czy jest jakieś „ale”? Jest, bo…

Czy to dobry moment na zakładanie działalności gospodarczej?

Gdyby mnie ktoś o to spytał, odpowiedziałbym, że niekoniecznie. Albo wręcz, że absolutnie nie. Za wschodnią granicą wojna, w kraju szalejąca inflacja, składki ZUS mają poszybować ostro w górę, coraz więcej jest też przebąkiwań o nadchodzącej recesji i chudych latach. Wszystko to prawda i zdaję sobie z tego w pełni sprawę. Czemu więc się uparłem i zarejestrowałem dziś działalność mimo tych czynników ryzyka?

Z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że taki był plan, a plany lubię realizować. Taka, a nie inna sytuacja w kraju i za granicą może jeszcze potrwać nie wiadomo jak długo, a ja mam już swoje lata i coraz mniej czasu.

Po drugie – bo, choć to zabrzmi nieco dziwnie, chcę jeszcze przez parę lat opłacać ZUS, by dołożyć sobie parę groszy do państwowej emerytury. Pięć lat niepłacenia składek to i tak za dużo, a prywatnych oszczędności emerytalnych nie mam.

Po trzecie – bo inkubator, choć ma wiele zalet, to jednak bardzo ogranicza działalność. Tu ramy są z góry narzucone, a ja cenię sobie wolność i niezależność. Poza tym mikroprzedsiębiorca także na rynku może więcej, dużo więcej niż podopieczny inkubatora.

Po czwarte wreszcie – przekonałem się w czasie pandemii, że jeśli robi się nieciekawie, to jako osoba pracująca na umowach cywilnoprawnych (tak jest w inkubatorach) nie mam co liczyć na pomoc państwa. Jestem nikim. Owszem, w pewnym momencie pomyślano nawet o takich jak ja, ale firma, która miała wystąpić o środki pomocowe dla mnie, pokazała mi jednoznacznego faka i nie dostałem ani grosika, choć bardzo go potrzebowałem. Lepiej więc – myślę sobie – w trudnych czasach być mikroprzedsiębiorcą, bo o nich państwo z lepszym lub gorszym skutkiem, ale jednak pamięta.

No i po piąte – bo nawet jeśli znów powinie mi się noga, to do inkubatora zawsze mogę wrócić i to sprawia, że nie boję się przyszłości. Dziś zresztą wiem o wiele więcej niż kiedyś i dawnych błędów na pewno już nie popełnię, a to każe mi patrzeć przed siebie z optymizmem, choć to akurat nie moja specjalność.

Zapraszam do współpracy

Jestem otwarty na współpracę z mikrofirmami działającymi w pokrewnych branżach. Jeśli zajmujesz się składem, grafiką i layoutem albo prowadzisz małe wydawnictwo i wiesz, że w jedności siła – być może współpraca pomogłaby i Twojej firmie, i mojej? Porozmawiajmy, może razem coś wymyślimy.