cykl-wydawniczy

Cykl wydawniczy

Udostępnij:

Cykl wydawniczy: musisz go znać, jeśli piszesz książkę

Cykl wydawniczy

Mam bardzo często do czynienia z początkującymi autorami książek i e-booków. Są to osoby pełne entuzjazmu, które po tygodniach lub miesiącach pracy nad tekstem chciałyby go jak najszybciej wydać. Niestety, mało kto spośród nich zadaje sobie trud, by poznać cykl wydawniczy. Efekt jest taki, że przesyłając mi tekst, spodziewają się otrzymać go z powrotem w postaci gotowej do druku.

To nie jest możliwe. Praca nad przygotowaniem tekstu do druku jest długa, kosztowna i nie wykonuje jej (a przynajmniej: nie powinna wykonywać) jedna tylko osoba.

Co z tego wynika? Ano to, że nie można tak po prostu „zamówić korekty” napisanego przez siebie tekstu i dostać potem perfekcyjny, wolny od absolutnie wszystkich błędów materiał, który można złożyć albo zapisać w PDF i drukować. To nie takie proste.

Podstawowe etapy cyklu wydawniczego

Jeśli planujesz albo masz za sobą napisanie książki, musisz wiedzieć, że do jej wydania jest jeszcze daleko. Czeka Cię teraz kilka etapów, przez które musisz przejść i za które niestety trzeba też będzie zapłacić. Wymieńmy po kolei, z czego składa się cykl wydawniczy:

  1. Redakcja
  2. Odpowiedź i poprawki autora
  3. Korekta
  4. Skład
  5. Korekta po składzie
  6. Druk książki lub ostateczne przygotowanie e-booka.

To bardzo uproszczony cykl wydawniczy, bo przecież książka to także okładka i – ewentualnie – ilustracje. Tu jednak współpracować będziesz z grafikiem lub grafikami, a więc w ten etap się nie zagłębiam, mnie on nie dotyczy. Trzeba Ci również wiedzieć, że nie zawsze wystarczy jedna korekta. Bierz pod uwagę dwa aspekty. Pierwszy to ten, że chcesz zapewne sprzedawać książkę absolutnie bezbłędną. Aby tak się stało, tekst i skład powinny zostać sprawdzone nie jeden, a więcej razy. Szczególnie istotne jest to w publikacjach naukowych. Drugi aspekt to ten, że redaktor i korektor to osoby, których nazwiska pojawią się (to Twój obowiązek!) na karcie redakcyjnej. Jeśli mają się tam pojawić, to redaktor i korektor mają prawo mieć pewność, że to, co trafi do druku lub elektronicznej dystrybucji, nie przyniesie im wstydu. Mają więc już nie tyle obowiązek, ile raczej prawo zobaczyć to, co chcesz skierować do składu oraz to, co z niego wyszło.

Cykl wydawniczy

Omówmy teraz po kolei etapy cyklu wydawniczego.

Redakcja tekstu

Pamiętaj: jeśli napisałeś tekst, to najpierw trafia on do redakcji, nie do korekty.

Redakcja tekstu to nic innego jak „pierwsza korekta”, a więc jedno czytanie tekstu połączone z poprawianiem:

  • błędów językowych
  • błędów w treści i strukturze tekstu

Jest to więc obróbka kompleksowa, ale i do pewnego stopnia „zgrubna”. Redaktor wykonuje lwią część pracy i znacznie podnosi wartość tekstu, ale nie oczekuj od niego, że wyłapie 100% błędów ortograficznych, stylistycznych, frazeologicznych, interpunkcyjnych i pozostałych. Wyłapie większość, ale na pewno nie wszystkie.

Nie na tym zresztą polega jego zadanie. W wielu wypadkach, zwłaszcza w beletrystyce, o wiele ważniejsza jest praca redaktora nad treścią. To uważny redaktor zwróci uwagę autorowi, że policja w Polsce nie aresztuje, a dokonuje zatrzymania. To on zauważy i zaalarmuje autora, że indygo nie jest odcieniem czerwieni. To redaktor zastanowi się, czy bohater siedzący przy stoliku z dziewczyną może zauważyć, że ona nerwowo podryguje stopą. To także on zwróci uwagę, że w trzecim rozdziale dziewczyna miała zielone oczy, a nie wiedzieć czemu w siódmym ma niebieskie. Rozumiesz?

Poprawki natury językowej znajdziesz w redagowanym tekście dzięki włączonemu trybowi śledzenia zmian. Wszelkie uwagi natury redakcyjnej, a więc odnoszące się do treści, pojawią się w komentarzach na marginesie. Część z nich będą zapewne stanowić sugestie („Proszę rozważyć, czy Emilia nie powinna najpierw wziąć pieniędzy z bankomatu, skoro dopiero co wydała resztę gotówki w kawiarni”).

Redaktor zasugeruje także, o ile uzna to za konieczne, poprawki odnoszące się do kolejności rozdziałów (lub innych partii tekstu), usunięcie niektórych fragmentów i dopisanie brakującej jego zdaniem treści. Może też sugerować zmiany tytułów, nagłówków etc. Zajmie się wreszcie ujednoliceniem tekstu, jeśli znajdzie błędy strukturalne. Współpraca z redaktorem to jeden z najważniejszych etapów cyklu wydawniczego.

Odpowiedź autora i jego poprawki

Autorzy różnie reagują na redaktorskie ingerencje, poprawki, pytania i sugestie. Najroztropniej postępują oczywiście ci, którzy poważnie biorą je pod uwagę. Nie znaczy to, ma się rozumieć, że musisz traktować opinię redaktora jako ostateczną i wiążącą, ale licz się z nią koniecznie.

Na pewno jednak w jakiś sposób zareagujesz: wprowadzisz część poprawek, coś dopiszesz, coś zmienisz itp. W innych miejscach będziesz się upierać, że masz rację albo że to Twoja książka i ma być tak, jak to napisałeś i kropka.

Ten etap współpracy nie zawsze jest więc łatwy. Zdarzają się zażarte dyskusje z redaktorami, a sporadycznie nawet kłótnie. Przypomnę jednak raz jeszcze: masz obowiązek umieścić w książce lub e-booku imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej za redakcję. Redaktor ma zatem prawo oczekiwać, że do dalszych prac trafi wersja tekstu, która przyniesie mu chwałę, a nie wstyd. I wiedz, że ma instrumenty, by tego dopilnować.

Baran, on się nie zna

Musicie się po prostu dogadać. 

Korekta tekstu

Kiedy ostateczna wersja treści jest wreszcie gotowa, do akcji wkracza korektor. To trochę tak, jak gdyby po kowalu do pracy przystąpił jubiler. Czy to dość obrazowe porównanie?

Chodzi mianowicie o to, że redaktor usunął większość błędów, ale nie wszystkie. Rozmaite drobiazgi niemal na pewno przeoczył. Ba, w procesie redakcji tekstu czasami nawet… pojawiają się nowe błędy, np. powtórzenia wyrazów, niesparowane cudzysłowy itp.

Czas zatem na kogoś, kto czyta z niezwykłą precyzją, literka po literce i znak po znaku, aby wyłapać nawet najdrobniejsze błędy, jakie pozostały po redakcji. Korektor nie zajmuje się już tekstem ani całością, nie interesuje go treść, on dba o detale. Korekta tekstu jest absolutnie koniecznym elementem cyklu wydawniczego.

Gorąco polecam zlecanie korekty innej osobie niż redaktor.  Wynika to z dwóch przyczyn:

  • Redaktor zna już tekst, toteż czytając go po raz drugi, może sporo przeoczyć: to prawie jego własny tekst, a własnych błędów często nie dostrzegamy.
  • Co dwie głowy, to nie jedna. Język polski to nieprzebyta dżungla reguł i wyjątków. Trudno sobie wyobrazić, by jeden człowiek znał je wszystkie. Lepiej więc, jeśli zredagowany tekst weźmie pod lupę inna osoba, a więc ktoś z innym zasobem wiedzy: będzie to w sumie naprawdę podwójna kontrola, a więc skuteczniejsza i dokładniejsza.

Oczywiście nie brak w Sieci korektorów, którzy oferują wykonanie i redakcji, i korekty, ale ja do nich nie należę i serdecznie odradzam stosowanie takiego uproszczenia. Wyjątkiem mogą być duże firmy, które mogą zagwarantować, że redakcją i korektą zajmą się różni (współ)pracownicy, a nie jeden człowiek. Dobry cykl wydawniczy to praca wielu ludzi. których wiedza i doświadczenie się sumują.

Skład tekstu

Jeśli tekst jest już zredagowany i dopieszczony przez korektora, czas na DTP, a więc skład. Niejednemu wydaje się, że jest to po prostu kwestia przepuszczenia tekstu zapisanego dotąd w MS Word przez specjalny program i po sprawie.

W rzeczywistości poprawny skład tekstu to nie lada sztuka. Operator DTP powinien być mistrzem w swoim fachu. Nie wierzysz?

A czy wiesz na przykład, że istnieją określone zasady dotyczące kroju i stopnia pisma w tabelach, składania śródtytułów, paginy, glosy marginalne i interlinearne, wyróżnienia typograficzne i wiele innych niuansów, które dobry składacz powinien mieć w małym palcu? Ty jako autor nie musisz się na tym wszystkim znać – od tego są fachowcy.

Korekta po składzie

Składacze, czyli operatorzy DTP, to bardzo często znakomici fachowcy, ale zawsze są to ludzie, a więc istoty omylne. Im też trzeba pomóc skrupulatną kontrolą projektu składu.

Powinien się nią zająć specjalizujący się w tym korektor, a więc ktoś, dla którego przecinki to już sprawa drugorzędna, ale za to doskonale znający zasady składania tekstów do druku.

Zauważ, że teraz w publikacji znajdują się też ilustracje, o ile były przewidziane. Trzeba i tę część materiału sprawdzić.

Teraz można więc ostatecznie zatwierdzić do druku książkę wraz ze wszystkimi jej elementami i mieć pewność (albo nadzieję), że jest bezbłędna.

W praktyce zdarza się to jednak bardzo rzadko i to mimo tylu etapów sprawdzania. Wiem to przede wszystkim jako czytelnik: nigdy nie spotkałem dotąd książki, w której redaktorom i korektorom nie umknąłby ani jeden błąd. Dotyczy to także renomowanych autorów i znanych wydawnictw. Czasem natrafiam tam na koszmarne wręcz wpadki, na które nikt nie zwrócił uwagi.

Wynika to nie tylko z niekompetencji redaktorów i korektorów, ale też z faktu, że dla wydawnictw książka jest tylko kolejnym produktem, elementem biznesu, a w biznesie, jak wiadomo, czas to pieniądz. Osoby zaangażowane w cykl wydawniczy mają z góry określone terminy i pracują w pośpiechu, a ten, jak wiadomo, nie sprzyja koncentracji i uwadze. „Szybko, szybko”, ponaglają osoby decyzyjne, choć zapewne wiedzą, że pewne prace można wykonać albo szybko, albo starannie.

Nie bez winy są też sami autorzy. Bo można, rzecz jasna, przyjąć, że autor może pisać, co mu tylko do głowy przyjdzie – w końcu od tego ma redaktorów i korektorów, żeby poprawili. Takie podejście jest jednak ryzykowne, bo skąd na przykład trzydziestoletnia redaktorka może wiedzieć, jak się podróżowało taksówkami w PRL? Czy znakomita łowczyni błędów językowych jest w stanie odróżnić pistolet gazowy od pistoletu na naboje CO2? Czy jeśli autor nie sprawdzi, co widzi człowiek przewożony karetką na noszach, to sprawdzi to redaktor? Nic więc dziwnego, że potem czytelnik dostaje do ręki książki, nad którymi miejscami parska ze śmiechu, choć nie było to bynajmniej zamiarem autorów.

Niewielu piszących zadaje sobie bowiem trud starannego sprawdzania szczegółów. I tak na przykład autor poczytnego kryminału może konsultować treść z patomorfologiem i lekarzem medycyny sądowej, żeby nie popełnić błędu w trakcie opisywania sekcji. Niekoniecznie jednak sprawdzi etapy procedury rozwodowej i w rezultacie nie tylko adwokaci, ale i rozwodnicy płci obojga łapią się za głowy, czytając jego relację z rozprawy.

Cykl wydawniczy obejmuje też inne etapy

Nigdzie nie jest powiedziane, że opisane powyżej etapy cyklu wydawniczego to już komplet. Może ich być więcej.

Takim dodatkowym etapem cyklu wydawniczego może być recenzja wstępna lub, choć nie lubię tego określenia, „beta testy” książki. Niektórzy autorzy jeszcze przed skierowaniem książki do redakcji dają ją do przeczytania kilku osobom. To mogą być ich bliscy, inni autorzy albo znajomi. Czytają książkę, nie zwracając uwagi na błędy językowe, albowiem ich zadanie jest inne. Polega na dostarczeniu autorowi opinii czytelnika: co mu się podoba, co nie, co można by poprawić i jak – każda taka informacja jest na wagę złota. Autor jedne sugestie przyjmie, inne zapewne odrzuci, ale dopracuje swoje dzieło, zanim jeszcze zajmie się nim redaktor.

Także korekta nie musi (a nawet nie powinna) być wykonywana tylko raz. Dotyczy to zwłaszcza publikacji naukowych, popularnonaukowych i słowników. Każdy kolejny korektor ma oczywiście mniej pracy, ale wielokrotna „kontrola jakościowa” jest na pewno skuteczniejsza od jednorazowej.

ABC pisania powieści

Być może zainteresuje Cię mój e-book „ABC pisania powieści”

Promocja i dystrybucja

Błędem wielu początkujących autorów jest zakładanie, że „to się sprzeda”. Poświęcają całe miesiące na pisanie, potem inwestują niemałe pieniądze w opracowanie redakcyjne, skład i druk, by na koniec zostać z kartonami niesprzedanych egzemplarzy. Tymczasem jeszcze przed napisaniem pierwszego słowa powinni przemyśleć cały cykl wydawniczy, nie wyłączając z niego planu promocji i dystrybucji swojej książki.

Zapewne na decyzje niektórych z nich miały wpływ niewątpliwe sukcesy wydawnicze kilku znanych blogerów. Różnica między autorem powieści, którego nikt nie zna, a blogerem czytanym przez setki tysięcy ludzi, polega jednak na tym, że ten drugi ma niemalże pewność sprzedania sporej liczby egzemplarzy. Ten pierwszy żyje nadzieją…

Owszem, są wydawnictwa, które umożliwiają adeptom sztuki pisarskiej ulokowanie ich książek w księgarniach internetowych i jakieś ograniczone działania promocyjne, ale to kropla w morzu potrzeb. Na prawdziwą promocję książki trzeba wydać duże, naprawdę duże pieniądze. Jest to niemałe ryzyko biznesowe, a niezbędne środki finansowe są absolutnie poza zasięgiem „Kowalskiego, który coś napisał”.

Self-publishing to zatem rozwiązanie dobre tylko dla nielicznych – tych, którzy z góry wiedzą, że na ich książkę mają chętnych jeszcze zanim zabiorą się do pisania. Najczęściej jednak sny o potędze zamieniają się w smutek i… makulaturę na strychu. Nie ma przy tym większego znaczenia, jaką wartość merytoryczną albo literacką ma dana książka. Profesjonalny marketing może skutecznie wypromować każdy chłam i odwrotnie: książka warta literackiego Nobla może okazać się kompletnym niewypałem, jeśli nie towarzyszą jej profesjonalne, zakrojone na szeroką skalę działania promocyjne.

Warto przy tym pamiętać, że część potencjalnych czytelników to osoby, które niekoniecznie chcą kupować bezpośrednio od autora lub w jego założonym na tę okazję wydawnictwie. Powodem tej niechęci może być chociażby konieczność powierzenia autorowi swoich danych osobowych i adresowych. Nie wszyscy lubią też kupować w księgarniach internetowych. Wielu ludzi chce wejść do tradycyjnej księgarni, wziąć książkę do ręki, przewertować, przeczytać fragment itp.

Autorzy stają często przed dylematem: wydać książkę samodzielnie i samodzielnie sprzedawać, zarabiając np. 15 zł na każdym egzemplarzu, czy też przebić się do wydawnictwa i zarabiać na każdej sprzedanej książce 2-3 złote. Oczywiście ta pierwsza opcja wydaje się kusząca, ta druga przywołuje narzekania marnych literatów na marne zarobki, ale „duży może więcej”. Oczywiście aby zawrzeć umowę z „prawdziwym” wydawnictwem (czyli takim, które wydaje książkę za własne pieniądze i ponosi związane z tym ryzyko) trzeba napisać coś naprawdę dobrego, a uwierz mi, Czytelniku, że to potrafią tylko nieliczni.

Cykl wydawniczy – podsumowanie

Jak zatem widać, wydanie książki to wiele procedur, dość kosztownych, zwłaszcza w self-publishingu. Każda z nich musi też nieco potrwać. Im więcej starań włoży się w przygotowanie książki do druku, tym efekt jest lepszy, ale nie zapewnia to jeszcze sukcesu wydawniczego. Przy obecnym poziomie czytelnictwa w Polsce taki sukces jest rzadkością.

Najważniejsza rzecz, o której powinien pamiętać każdy autor: to nie jest tak, że się pisze książkę, wysyła ją do korektora i już jest gotowa do druku.

O tym wszystkim w gruncie rzeczy nie trzeba nawet wiedzieć, ale pod warunkiem, że ktoś pisze książkę dla siebie. Bo cierpi na nieodparty przymus pisania, bo nie miał co robić w czasie pandemii, bo chce wydać cztery egzemplarze, ale mieć numer ISBN i trafić do Biblioteki Narodowej na wieczną rzeczy i człowieka pamiątkę, bo… etc. Wtedy cykl wydawniczy może być krótszy, a przygoda z książką niezbyt droga i na swój sposób atrakcyjna.

Stworzenie książki, po którą czytelnicy ustawią się w kolejce, to już zupełnie inna historia. Coś dla wytrwałych, a nierzadko też dysponujących odpowiednio grubym portfelem. Powodzenia!