Jeśli tekst ma iść do składu…
To, że autorzy o tym nic nie wiedzą, jest zupełnie naturalne. Niewiele wie o tym jednak także zdecydowana większość redaktorów i korektorów. Ba, im się wydaje, że skoro wykonują korekty po składzie, to wiedzą ho, ho, a może i więcej. Nic z tych rzeczy. Tylko ten, kto – jak ja – jest i redaktorem, i operatorem DTP, wie naprawdę, jak wygląda droga tekstu z Worda do pliku, który trafi do drukarni lub stanie się e-bookiem. Ja też przez wiele lat o tym nie wiedziałem, dlatego dopiero dziś mogę sobie pozwolić na parę próśb i rad dla autorów, ale przede wszystkim dla poprawiających ich teksty w MS Word.
Po pierwsze – nie „składaj”
Naprawdę, jeśli piszesz lub redagujesz tekst w MS Word, zostaw skład składaczowi. Nie próbuj mu pomagać ani go wyręczać, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. To oznacza przede wszystkim: nie formatuj poza niezbędne minimum. Literka wisi na końcu wiersza? Niech sobie wisi. To naprawdę nie Twoje zmartwienie, a składacz poradzi sobie ze wszystkimi takimi sierotami w tekście za pomocą ledwie paru kliknięć, bo ma do dyspozycji tzw. kody GREP oparte na wyrażeniach regularnych. To samo dotyczy np. półpauz na początku wiersza. Nie poprawiaj ich, nie ma takiej potrzeby. I na to składacz ma skuteczne, a przede wszystkim bardzo łatwe do zastosowania lekarstwo. Usuń natomiast podwójne spacje, choć składacz i tak to zweryfikuje oraz poprawi, jeśli zajdzie potrzeba. Nie martw się dzieleniem wyrazów, ono też po składzie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Zadbaj za to, żeby wielokropek to był wielokropek, a nie trzy kropki lub – o zgrozo – cztery, jak to się zdarza niektórym autorom.

Po drugie: Word to nie program do składu
Niedawno miałem do czynienia z autorem, który dosłownie „złożył” swoją książkę, a właściwie album w Wordzie. Poukładał teksty i zdjęcia, a następnie oczekiwał, że przygotuję mu ten tekst tak, żeby plik Worda wysłał do drukarni. Jakież było jego zdziwienie, gdy się dowiedział, że to się tak nie odbywa…
Do drukarni trafia plik PDF wygenerowany w programie do składu, z reguły w InDesign. Tam wszystko układa się inaczej w zależności od wybranej czcionki, jej stopnia, czasem wariantu, a także interlinii oraz marginesów. Program do składu ma o wiele więcej możliwości manipulowania formą tekstu niż Word, służący do tworzenia i edytowania.
Dlatego nigdy, przenigdy nie zakładaj, że książka będzie wyglądała tak jak tekst w Wordzie, a – co za tym idzie – nie próbuj tworzyć w Wordzie książki. Twórz tekst. Jedyny wyjątek stanowi sytuacja, w której chcesz zapisać plik wordowy w PDF i w tej formie udostępniać go jako e-book.
Po trzecie – rysunki i zdjęcia
To prośba do autorów. Jeśli wysyłacie do składu tekst ilustrowany rysunkami lub zdjęciami, usuńcie grafikę z tekstu. Zdjęcia lub rysunki odpowiednio nazwane (Fot1.jpg, Rys13.jpg etc.) spakujcie w plik ZIP i w tej postaci wyślijcie operatorowi DTP. Tekst natomiast niech zawiera w odpowiednich miejscach adnotacje: Rys. 1, Fot. 13 itp.
Dlaczego? Bo składacz i tak będzie musiał te ilustracje z tekstu wyjąć, inaczej nie umieści go w programie do składu. Oczywiście, można mu to wyjęcie zlecić, ale to zajmuje czas i kosztuje. A trzeba Ci wiedzieć, że składacz i tak musi jakąś obróbkę zdjęć w Photoshopie wykonać. Nawet jeśli nie zajmuje się ich retuszem ani zmianą rozmiarów, musi wykonać kontrolę rozbarwień i konwersję do postaci nadającej się do druku. Dlatego u wielu składaczy, także u mnie, umieszczenie 1 ilustracji w tekście kosztuje kilka złotych. Jeśli jej z tekstu nie wyjmiesz, zapłacisz więcej, a skład dłużej potrwa.
Ułatwiajmy sobie pracę zamiast ją utrudniać. Wszyscy na tym skorzystają.
Jestem redaktorem i korektorem tekstów. Z tekstami pracuję od ponad 35 lat. Zjadłem zęby na tworzeniu własnych i redagowaniu cudzych treści. Chętnie pomogę Ci w pisaniu tekstów, którymi podbijesz świat.