Największa zmora korektora – #ludziektórzy…
Trafiają do mnie najrozmaitsze teksty. Krótkie, długie, firmowe, prywatne, literackie, pseudoliterackie, naukowe, pseudonaukowe, marketingowe, reklamowe… Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać. Piszą je ludzie nie zawsze obdarzeni talentem, ba, zdarzają mi się nawet teksty napisane przez ludzi z ewidentną dysortografią. Nie oni jednak sprawiają mi najwięcej kłopotu, a zarazem nie oni muszą płacić najwięcej.
Potencjalni klienci czasem dziwią się, gdy pytają o cenę usługi, a w odpowiedzi czytają lub słyszą „proszę przysłać tekst”. „Jak to – myślą sobie – tekst to tekst, jest jakaś stawka za stronę, taka sama dla wszystkich i koniec”. Otóż nie, a przynajmniej nie u mnie. Redakcja i korekta tekstu to usługa pracochłonna, wymagająca czasu. Czas to pieniądz. Dziś, gdy mam naprawdę bogate doświadczenie w tej pracy, wystarczy mi bardzo krótkie zapoznanie się z tekstem, bym wiedział, ile czasu będę musiał poświęcić na jego poprawienie.
Panie, ja po to robię błędy, żebyś pan miał co poprawiać
Wbrew pozorom nie zależy to od stopnia skomplikowania tekstu, choć autorzy większości prac naukowych piszą z uporem tak, by nikt ich nie rozumiał. Czasem mam wątpliwości, czy sami rozumieją to, co piszą. Trudne, specjalistyczne słownictwo na ogół występuje w tekstach pisanych mniej lub bardziej poprawnie.
Prawdziwym koszmarem są natomiast teksty pisane z taką oto myślą:
Piszę byle jak, bo chcę wyrazić treść. Od formy jest redaktor i niech on się męczy, za to mu płacę.
W rezultacie otrzymuję czasami teksty tak niechlujne, że ich redakcja i korekta zajmuje dwa lub trzy razy więcej czasu, niż gdyby autor(ka) wpadł(a) na pomysł, żeby może jednak sprawdzić najpierw, co mi wysyła.
Miałem kiedyś klientkę, która przysłała tekst o malarstwie. Kiedy wysłałem jej wersję poprawioną, zadzwoniła z awanturą. Nie podobał jej się sposób, w jaki w tekście podawane były tytuły obrazów. Chciała, by były wyróżniane w inny sposób. Zapytałem nieśmiało, dlaczego w takim razie wyróżniła je inaczej.
– No wie pan?! Coś podobnego! Ja piszę tak, jak uważam za stosowne, a pan ma poprawiać!

Nie skończyło się to sympatycznie, ale mniejsza o to.
Panie, to nie szkoła, teraz mogę pisać byle jak
Czasem dziwię się, że ludzie nie mają żadnych oporów przed przysyłaniem mi tekstów pisanych – no nie wiem – po ciemku, po dużej dawce czegoś mocnego, podczas joggingu, na telefonie (?). Najwyraźniej uznają, że oddawanie tekstów schludnych, przejrzanych i poprawionych mają już za sobą. To było w szkole, może na studiach, wtedy po prostu nie wypadało pokazać nauczycielowi czy wykładowcy tekstu byle jakiego. Teraz to co innego, zwłaszcza gdy komuś się za poprawianie płaci.
Muszę więc poprawiać „kilaka” na „kilka”, „po porostu” na „po prostu”, „ze” na „że” i tak dalej. Nieważne, że prawie każdy edytor tekstu ma moduł sprawdzania pisowni i podpowiada, co jest nie tak. Nieważne, że w Internecie dostępne są narzędzia do wykrywania elementarnych błędów w pisowni.
Skutek jest oczywiście dwojaki: ja mam więcej pracy, ale klient więcej płaci.
Jeśli więc chcesz za redakcję i korektę płacić mniej, to pamiętaj:
Redaktorowi i korektorowi wysyłaj zawsze tylko taki tekst, jakiego nie wstydził(a)byś się pokazać nauczycielowi, wykładowcy albo szefowi.
A dlaczego?
Bo nie na tym polega moja praca, żeby wyłapywać ewidentne ortografy i literówki.
Od czego jest korektor
Owszem, nimi też się zajmę, ale przede wszystkim powinienem poprawiać te błędy, o których piszący nie wie, że są błędami. Te wszystkie, których nie wskaże mu autokorekta, sprawdzanie pisowni ani żaden skrypt działający Internecie.
Jestem przede wszystkim od tego, by wiedzieć to, czego autor nie wie. Wyłapać to, co on przeoczył. Skorygować miejsca, w których się pomylił.
Dlatego moi ulubieni klienci to ci, którzy wręcz wstydziliby się wysłać mi tekst pełen niepoprawionych literówek. Ci, którzy potrafią mi napisać w mailu „no, tym razem chyba nie poprawi pan nawet przecinka” – i zawsze się potem dziwią.
Bo zawsze coś znajdę.
Jestem redaktorem i korektorem tekstów. Z tekstami pracuję od ponad 35 lat. Zjadłem zęby na tworzeniu własnych i redagowaniu cudzych treści. Chętnie pomogę Ci w pisaniu tekstów, którymi podbijesz świat.