Poprawianie błędów w tekstach – jak to robić?

Nie zdarzyło mi się jeszcze dostać od klienta tekstu całkowicie wolnego od błędów. Ale też, co może niektórych zdziwić, nie zdarzyło mi się też napisać od razu tekstu bezbłędnego. No może z wyjątkiem naprawdę krótkich, np. postów na LinkedIn. Wszyscy piszemy z błędami i wszyscy powinniśmy przed publikacją lub wysłaniem dokądś tekstu zadbać o jego sprawdzenie i poprawienie. Czy można to zrobić samodzielnie, usunąć we własnym zakresie wszystkie literówki, błędy pisowni i inne?

Nie.

Sprawdzanie i poprawianie błędów to zadanie dla korektora

Każdy może sprawdzić i poprawić swój tekst samodzielnie. Na pewno sprawi to, że błędów będzie w nim mniej. Z dwóch powodów jednak zawsze wtedy, gdy tekst jest ważny i powinien być całkowicie wolny od błędów, należy się zwrócić do korektora:

  1. Sami nie jesteśmy w stanie dostrzec wszystkich błędów pisowni we własnym tekście. Możemy niejeden błąd przeoczyć, po prostu go nie zauważyć – i tak się najprawdopodobniej stanie.
  2. Laik bardzo często nie wie, że błąd jest błędem: język polski jest naprawdę bardzo trudny.

Jak przeprowadzać sprawdzanie błędów pisowni na własną rękę

Nie, warsztatu korektora w tym miejscu nie zdradzę. Mogę jednak podpowiedzieć kilka sposobów, które zwiększają prawdopodobieństwo, że autor tekstu wykryje większość swoich błędów pisowni i pozostałych. Ta garść informacji pomoże Ci zadbać o „kondycję” tekstu w języku polskim i usunąć część błędów, zwłaszcza dotyczących pisowni. Zadbaj o swój tekst, bo odpowiedzialność za niego leży zawsze po Twojej stronie.

Pierwsza zasada: nie jeden raz, a kilka razy

Najłatwiej jest oczywiście sprawdzać tekst jeszcze na ekranie komputera. Nie ma tu żadnej filozofii: po prostu powoli, bardzo uważnie czytaj słowo po słowie i zdanie po zdaniu, szukając błędów pisowni. Być może edytor tekstu lub jakaś nakładka na przeglądarkę zaznaczy błędy na czerwono – poświęć im szczególną uwagę, ale zachowaj ostrożność, bo reguły ortograficzne i gramatyczne zapisane w bazach danych takich narzędzi nie zawsze są poprawne.

Jeżeli masz czas i cierpliwość, możesz spróbować weryfikacji polegającej na czytaniu… od tyłu. Słowo za słowem. To niezły sposób na literówki.

Sprawdź tekst, słuchając

Word czyta na głos
Parę kliknięć i Word czyta na głos

To też niezły sposób. Możesz albo sam czytać swój tekst na głos, albo powierzyć to zadanie dowolnemu programowi typu TTS (Text To Speech). Być może nie wiesz, że także MS Word może czytać głośno Twoje teksty. Jak go do tego zmusić? To proste: wystarczy otworzyć polecenie „Dostosuj pasek narzędzi. Szybki dostęp”, w oknie, które się pojawi, wybrać „więcej poleceń”, a następnie wybrać z listy „Czytaj”.

Sprawdź błędy pisowni na wydruku

Jeśli to możliwe, wydrukuj swój tekst i sprawdź go na wydruku. Z jakichś nieznanych mi powodów teksty na papierze czytamy uważniej niż na ekranie. Wydrukowany tekst różni się nieznacznie wyglądem od tego na monitorze, co sprzyja zauważeniu niektórych pomyłek. Wykryte błędy zaznaczaj, a następnie nanieś poprawki w pliku tekstowym.

Pozwól tekstowi „przespać noc”

Więcej błędów pisowni dostrzeżesz, gdy już do pewnego stopnia zapomnisz, co i jak napisałeś. Jeśli tylko masz dość czasu, odłóż swój materiał i wróć do niego następnego dnia albo jeszcze później. Zapewniam Cię, że dostrzeżesz więcej niż w dniu stworzenia danej treści. Literówki i błędy ortograficzne będą dla Ciebie lepiej widoczne, gdy nabierzesz nieco dystansu do swojego dzieła.

Daj komuś tekst do przeczytania

Żonie, mężowi, ojcu, matce, bratu, siostrze, szwagrowi, koledze z pracy – wszystko jedno. To nic, że nie są korektorami. Co dwie pary oczu, to nie jedna. Czasem daję moje teksty do przeczytania żonie i zdarza się, że wyłapie ona coś, co mnie samemu kompletnie umknęło. Na pewno jest to dobry sposób na niezauważone samodzielnie literówki. Taki nieprofesjonalny, rodzinny lub zaprzyjaźniony sprawdzacz pisowni może działać na zasadzie wzajemności: raz on Tobie, raz Ty jemu.

Sprawdzanie pisowni przez inną osobę ma dodatkową zaletę: możesz zapytać o wrażenia po lekturze, poprosić o recenzję, o wskazanie, co się w tekście podoba, a co nie. Spojrzenie z zewnątrz to nieoceniona pomoc. Powtarzam: najlepiej zrobi to redaktor lub korektor, ale każdy, kto sprawnie mówi i pisze w języku polskim, może Ci pomóc.

Korzystaj z dostępnych słowników

W razie jakichkolwiek wątpliwości korzystaj ze słowników, którymi dysponujesz. Pamiętaj też o słownikach dostępnych online, za darmo: jest w Internecie Słownik języka polskiego PWN, Wielki słownik ortograficzny PWN i Poradnia językowa. Znajdziesz też słowniki synonimów, w których możesz sprawdzić, jakimi słowami zastąpić te, które się niepotrzebnie powtarzają.

Sprawdzanie pisowni online – czy internetowe narzędzia dają radę?

Wielu internautów wierzy w to, że dostępne w Internecie narzędzia, które bez trudu znajdziesz w Google, pozwalają automatycznie i za darmo sprawdzić literówki, błędy ortograficzne, pisownię łączną i rozdzielną itp. Czy tak jest naprawdę? Każde takie narzędzie to tylko program: algorytm plus baza danych. Jego przydatność do korekty jest więc umiarkowana, a gdy chodzi o redakcję – praktycznie żadna. Zaletą takich narzędzi jest precyzja: algorytm nie przeoczy błędów, ale tylko tych, które zna. Jeśli chodzi o literówki, to taki komputerowy „ortograf” wyłapie tylko te, które powodują deformację słów, a więc powstanie czegoś, czego w języku polskim nie ma. Narzędzie taki, gdy podczas sprawdzania tekstu napotka błędy powodujące zastąpienie właściwego słowa niewłaściwym, okaże się bezradne:

Internetowe narzędzia bywają bezradne
No i klops, ani jeden błąd nie został wykryty.

Nie wierzysz? To powtórz mój eksperyment np. w serwisie ortograf.pl. Wpisz zdania z obrazka, kliknij przycisk „Sprawdź tekst” i zobacz, czy choć jeden błąd zostanie wykryty. Na obrazku widać zresztą, jak wypadło równoczesne sprawdzanie pisowni przez wtyczkę LanguageTool do przeglądarki Chrome (to ten niebieski znaczek w prawym dolnym rogu obrazka): ona też pozostawiła błędy nietknięte.

Uważaj na podpowiedzi podczas takiego sprawdzania pisowni

Niektóre zasady ortograficzne i interpunkcyjne, zawarte w algorytmach takich internetowych narzędzi mają się nijak do tego, co mówi ten czy inny słownik. Ortografii można takie programy lepiej lub gorzej nauczyć, ale już np. zasad stawiania przecinków – niekoniecznie. Skutek jest taki, że gdy chcesz usunąć błędy interpunkcyjne, a nie tylko literówki, narzędzie podpowiada Ci w niektórych miejscach, gdzie postawić kropkę, a gdzie przecinek. Online wygląda to na pozór dobrze, ale potem okazuje się, że taka „korekta” to poprawianie z lepszego na gorsze.

Żaden internetowy „ortograf” nie pokaże Ci też (komicznych niejednokrotnie) lapsusów językowych, które możesz popełnić. Bo błędy ortograficzne i literówki to jedno, ale zwyczajne głupstwa w tekstach to inna sprawa, czasami skutkująca niemałą kompromitacją autora. Mnie na przykład niedawno zdarzyło się sprawdzanie tekstu autorstwa pewnej pani architekt, która skrót PRL rozwinęła jako „Polska Republika Ludowa”, a o budowlach istniejących do 1945 roku w Breslau napisała, że stały one „we Wrocławiu podczas okupacji niemieckiej”. Każdy taki błąd sprawiłby, że mocno najadłaby się wstydu, gdyby nie oddała mi swego tekstu do redakcji i korekty.

Wyciągnij wnioski…

Żadne internetowe narzędzie nie zastąpi fachowej redakcji ani korekty tekstu. Korzystanie ze stron, które oferują darmowe sprawdzanie pisowni, należy traktować jedynie jako uzupełnienie innych działań. W każdym wypadku powinieneś sprawdzić tekst samodzielnie, starając się wyłapać każdy błąd.

Nie wahaj się często sięgać po słownik. Ortografia w języku polskim nie jest trudna, ale za to pełna pułapek. Wie o tym doskonale każdy, kto sprawdza teksty zawodowo. Sprawdzanie tekstu obejmuje zresztą nie tylko to, co można poprawić, sięgając po slownik ortografii (tak, wiem, ta literówka jest zamierzona). Błędów może być znacznie więcej.

Bo przecież język to nie tylko błędy pisowni, gramatyczne, stylistyczne czy literówki. Prawie na każdej stronie internetowej znajdziesz niejeden błąd dotyczący już nie formy, a treści. Szukając w Internecie informacji, prędzej czy później trafisz na błędy merytoryczne. Część takich błędów mogliby usuwać redaktorzy, gdyby przed publikacją na stronie każdy autor oddawał swoje teksty do korekty. Zapraszam Cię w tym miejscu do przeczytania tekstu Redaktor może więcej, ale czy z tego korzystasz?”.

Sprawdzanie tekstów jest tańsze, niż wielu się spodziewa

Stosunkowo często zdarza mi się słyszeć od klientów przysyłających mi teksty do korekty i proszących o wycenę „tylko tyle?”. Dość rozpowszechniony jest bowiem błąd myślenia, który polega na zakładaniu z góry „to jest za drogie, na to mnie nie stać”. Tymczasem błędów pisowni i wszelkich innych można się skutecznie pozbyć za niewygórowaną opłatą.

Oczywiście dość sporo trzeba zapłacić za redakcję i korektę długich tekstów, zawierających kilkaset tysięcy znaków. Tak jest w wypadku książek, ale to oczywista inwestycja w ramach procesu wydawniczego. Sprawdzenie błędów na stronie internetowej to mniejszy wydatek. Weryfikacja pisowni i innych elementów w tekście liczącym kilka do kilkunastu stron to już wydatek praktycznie na każdą kieszeń.

Nie wahaj się inwestować w swoje treści

Niechcący poruszam w tym miejscu dość istotny temat: w swoje treści trzeba inwestować, jeśli mają przynosić wymierne korzyści. Kto uważa, że jedyną inwestycją jest praca polegająca na zgromadzeniu materiału i napisaniu tekstu, popełnia błąd. Dzięki dobrze wykonanej redakcji i korekcie nie tylko usunięty zostanie każdy błąd pisowni, stylistyczny czy fleksyjny. Zapewne sam śmiejesz się lub robisz kwaśną minę, zauważając „byki” na czyjejś stronie internetowej. Jeżeli widzisz, że ktoś nie pamięta o poprawnej pisowni, zakładasz – i słusznie – że nie szanuje on zbytnio swoich czytelników. Błędna pisownia wyrazów obniża wiarygodność autora i wydawcy.